Co ma jabłko do banana?
Na pytanie postawione w tytule odpowiedź wydaje się bardzo prosta: nic, albo najwyżej niewiele. Ich smak, wygląd, kształt, miejsce uprawy są tak różne, że praktycznie wspólnych cech nie można dostrzec. Może jedyną podobizną jest to, że obydwa gatunki są owocami. Ta właśnie cecha powoduje, że jednak obydwa gatunki są sobie bardzo bliskie, nawet bardziej niżby nam się wydawało. Co w takim razie może je łączyć?
Przyznam, że z dość dużym zdziwieniem przyjąłem propozycję jaką złożył mi Eric de Lucy, szef Europejskiego Związku Producentów Bananów proponując współpracę między organizacjami, które reprezentujemy. Zacząłem zastanawiać się gdzie w Unii Europejskiej uprawia się te bądź co bądź egzotyczne owoce. O tym, że są uprawiane wiedziałem analizując choćby mechanizmy wsparcia ich produkcji w ramach Wspólnej Polityki Rolnej UE. Aby dłużej nie niepokoić wyjaśniam, że głównymi producentami są należące do Francji: wyspy Martynika i Gwadelupa. Dalej wyjaśniam tym, którzy z geografią są nieco na bakier, że obie wyspy leżą w Ameryce Środkowej i należą do Karaibów. Co ma w takim razie do nich Unia Europejska realizując swą politykę w stosunku do rolnictwa? Otóż wszystkie zamorskie terytoria państw członkowskich podlegają takim samym prawom i obowiązkom jak np. Niemcy, Włochy, Belgia czy Austria, a więc kraje leżące na europejskim kontynencie. Podobnie jak producenci cytrusów, jabłek, pomidorów, mleka, cukru, otrzymują oni pomoc finansową w ramach budżetu europejskiego. Pomoc ta zresztą jest niemała, bo wynosi około 300 mln. EURO rocznie. Ale to nie wszystko. Po to aby produkcja bananów w Unii mogła dalej trwać poza dopłatami stosowane są bariery celne na granicach Wspólnoty. W ramach nich każdy importer musi zapłacić cło w wysokości 176 EURO do każdej tony przywożonych bananów. Powoduje to zwiększenie konkurencyjności bananów unijnych nad nie unijnymi. Podobne mechanizmy stosuje Unia w stosunku do niektórych owoców naszej strefy klimatycznej. To pierwszy związek między tymi owocami, choć dalej jakby nie widać zasadniczych powiązań z naszymi owocami. W tym z tytułowym jabłkiem.
Wraz z otwarciem Polski na świat na początku lat 90-ych dość mocno wzrosło w naszym kraju spożycie cytrusów, a więc pomarańczy, mandarynek, ale także do niedawna obiektów marzeń wielu naszych rodaków, w tym moich - bananów. Niestety nie odbyło się to bez negatywnych skutków dla gatunków rodzimych. Otóż wraz ze wzrostem spożycia egzotycznych owoców zmniejszyło się tempo wzrostu spożycia gatunków rodzimych, głównie jabłek. Trzeba było sporo wysiłku, przede wszystkim sadowników, aby obronić traconą pozycję. Logiczne więc wydaje się rozumowanie, że im tańsze są banany, tym gorzej dla jabłek i odwrotnie, drogie banany mogą zachęcać konsumentów do sięgania po tańsze, zdrowe, polskie jabłka, gruszki czy śliwki. To już drugi czynnik je łączący.
Największymi konkurentami bananów z Martyniki i Gwadelupy są te pochodzące z krajów Ameryki Południowej. Tania siła robocza powoduje, że konkurencja jest nierówna i droga produkcja w „Europie” wydaje się być na przegranej pozycji. Podobnie nasze jabłka, które też napotykają na coraz większą zewnętrzną konkurencję np. ze strony Chin na rynkach rosyjskich, czy ze strony Argentyny, Chile, RPA, Nowej Zelandii na rynkach zachodnioeuropejskich. Niskie koszty produkcji w tych krajach powodują, że udział jabłek z nich pochodzących w światowej sprzedaży ciągle rośnie. Jeszcze lepszym przykładem są przetworzone produkty np. koncentrat jabłkowy, czy mrożonki z truskawek. Dziś wydaje się, że jesteśmy niemal bez szans w konfrontacji z nimi w przypadku braku wsparcia czy ochrony naszego rynku. Istnieje ogromne ryzyko, że Unia Europejska ugnie się w którymś momencie w sposób zasadniczy przed światowym lobby, które jest przeciwne jakiejkolwiek formie wspierania rolnictwa. Europejscy producenci bananów mają coraz większą konkurencję ze strony krajów, gdzie koszty produkcji są zdecydowanie niższe, a sadownicy wspólnotowi, w tym także Polacy ze strony Chin, Maroka, Argentyny, Nowej Zelandii czy Chile. I to już jest zasadniczy czynnik wspólny dla tytułowych bohaterów.
Francuzi wnoszą na różnych europejskich forach o podjęcie natychmiastowych działań obronnych. Głównie w postaci wysokich ceł, których efektem byłoby podniesienie konkurencyjności rodzimych bananów. Przypomnę, że jednym z postulatów Związku Sadowników RP przedstawianych w czasie spotkań w Ministerstwie Rolnictwa było zastosowanie w przypadku rynku tzw. owoców miękkich, głównie truskawek podobnych mechanizmów m.in. monitorowania importu poprzez jego licencjonowanie, zastosowanie klauzul ochronnych, systemu dopłat do produkcji owoców przeznaczonych do przetwórstwa. Z wielkim trudem wspólnie z naszym resortem rolnictwa próbowaliśmy wprowadzić je w życie. Efektem naszych wspólnych starań było przyjęcie przez Parlament Europejski rezolucji popierającej nasze postulaty. Komisja Europejska dostała niejako nakaz do ich realizacji. Niestety proces decyzyjny w UE jest tak ślamazarny, że jest ona dopiero na etapie analizy, czy na pewno jest potrzeba ochrony rynku przed tanim importem. Co więcej mało jest krajów we Wspólnocie, które są zainteresowane tym, aby polski sadownik uzyskiwał za swoje produkty wyższe niż dziś ceny. Traktują to jako wyłącznie interes naszego kraju, niemal jedynego producenta, natomiast sami korzyści dla siebie nie widzą. Są wyłącznie konsumentami. Zależy im więc na jak najniższych cenach na przetwory z Polski. Wielokrotnie zastanawialiśmy się kogo przekonać do poparcia naszego stanowiska.
To jest najważniejszy czynnik, który zdecydował o podjęciu rozmów ze Związkiem Producentów Bananów. Do pierwszego spotkania doszło w Warszawie w grudniu ubiegłego roku. Najpierw spotkaliśmy się sami, później odbyło się kolejne z udziałem Wiceministra Rolnictwa Stanisławy Okularczyk. Niestety Pani Minister zareagowała nie tak jak myśleliśmy.Uznała ,że drogie banany na naszym rynku, to strata dla konsumentów, podniesienie inflacji, niejako zapominając, że nadrzędnym celem polityki rolnej naszego kraju jest zapewnianie dochodowości rolnikom. Kolejne spotkanie odbyło się w Berlinie przy okazji targów Fruit Logistica, gdzie w jeszcze szerszym gronie dyskutowaliśmy o problemach producentów owoców w Europie. Oprócz nas byli tam przedstawiciele związków sadowniczych z Hiszpanii, Francji i Włoch. Niemal wszyscy wyrażali zaniepokojenie rosnącą konkurencją na europejskim rynku, zwłaszcza ze strony krajów półkuli południowej. Zastanawiano się także nad zwiększeniem skuteczności reprezentacji sadowników w różnych instytucjach i organizacjach na forum których podejmuje się decyzje dotyczące branży m.in. w Parlamencie Europejskim, Komisji czy w COPA-COGECA. Pojawiła się nawet koncepcja powołania związku organizacji z krajów UE, czegoś w rodzaju Związku Sadowników Europy. Oczywiście pozwoliłem sobie poprzeć ten pomysł i zadeklarowałem nasze w nim uczestnictwo. Poparli go też w większości reprezentanci innych krajów. Ponadto dyskutowano o tzw. „dumpingu socjalnym” stosowanym w krajach, gdzie nie przestrzega się praw pracowniczych, dzięki czemu niektóre kraje mają bardzo niskie koszty robocizny. Przez to mają dużo niższe ceny produktów niż te, w których obowiązują normalne zasady zatrudniania. W tej sprawie postanowiono skierować pismo do przewodniczącego Parlamentu Europejskiego J. Baroso. Następnie w dniu 14 lutego br. odbyło się spotkanie w Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi Sejmu RP, które miałem okazję zorganizować i prowadzić. Ze strony francuskiej uczestniczyło w nim m.in. dwóch deputowanych z parlamentu narodowego. Uzgodniliśmy, że będziemy wspólnie popierać się w sprawie korzystnego dla obu partnerów obrotu spraw na forum UE. Jako, że nie można problemów rozwiązać angażując tylko dwa kraje, padła propozycja utworzenia międzynarodowej grupy parlamentarzystów z izb narodowych krajów członkowskich. W tej sprawie zwrócę się o wyrażenie zgody do Marszałka Sejmu Pana Marka Jurka.
Jak widać dziś wiele spraw dotyczących polskiego sadownictwa nie da się załatwić tylko w Polsce. Doświadczenia innych krajów np. Francji w kształtowaniu przepisów europejskich tak, aby były one korzystne dla rodzimych producentów, pokazują, że jest potrzeba międzynarodowego lobbowania. Polska nieco osamotniona w swych sprawach musi szukać sojuszników w innych państwach członkowskich np.. we Francji. Ci, którzy znają dokładnie zasady Wspólnej Polityki Rolnej wiedzą dobrze ,że właśnie Francuzi są w tej sztuce mistrzami. Niestety takie załatwianie spraw dużo kosztuje i wymaga olbrzymiej wiedzy i nie lada zręczności.
Producenci muszą zrozumieć, że w ciągu minionych kilku lat zmieniło się na świecie bardzo dużo i to nie tylko w samym sadownictwie. Przede wszystkim w jego otoczeniu.
Odpowiedź na pytanie postawione w tytule początkowo łatwa do sformułowania z powodu wydawałoby się nie istnienia żadnych związków między tymi dwoma gatunkami. Jednak po głębszej analizie okazało się, że oba owoce łączy więcej niż nam się pierwotnie wydawało. Otóż i banany, i jabłka wyprodukowane w Europie, w przypadku bananów może nieco odleglejszej, łączy wspólna walka o przetrwanie. Oby jak najskuteczniejsza, to jest zakończona sukcesem.
Mirosław Maliszewski
Poseł RP,
Prezes Związku Sadowników RP.
Prawa autorskie © polskiesadownictwo.pl Wszystkie prawa zastrzeżone.