Sezon zbioru jabłek w pełni. Co prawda są problemy z wybarwieniem niektórych odmian (zwłaszcza z grupy Jonagolda), ale już większość sadowników rwie na całego. Pomaga pogoda, która jak na razie nam sprzyja, choć przydałoby się kilka nocy z przymrozkami, nie pada, jest ciepło. Dzięki efektom kilkuletnich działań naszego Związku, nie brakuje w zasadzie pracowników, głównie tych zza wschodniej granicy, a i stawki niższe niż te w minionych 2- 3 latach.
Niewątpliwie przyczynił się do tego kryzys na Ukrainie i w naszym kraju. W zasadzie nie ma problemów z terminowym otrzymaniem w Powiatowych Urzędach Pracy oświadczeń o zamiarze zatrudnienia. Wystarczy cierpliwie poczekać w kolejce i za kilka dni dokument gotowy. Nie ma także znanych z lat ubiegłych kłopotów przed polskimi konsulatami i wydanie wizy też nie trwa długo. Zwykle niecały tydzień. Nasze naciski, wyjazdy, pisma odniosły skutek.
Pamiętajmy jednak o podpisywaniu umów i legalnym zatrudnieniu, gdyż sceny sprzed kilku lat, związane z kontrolami Straży Granicznej i innych instytucji mogą powrócić. Tym bardziej, że są coraz większe naciski, aby zabrać nam możliwość zatrudniania cudzoziemców, co przy wzroście bezrobocia, znajduje sprzymierzeńców. Silnym argumentem dla naszych przeciwników byłyby ewentualne pozytywne wyniki kontroli, z których wynikałoby, że zatrudniamy „na czarno”. Poświęćmy więc trochę czasu i pieniędzy, i dopilnujmy wszystkich formalności w trosce o własny i innych kolegów interes.
Pierwsze spostrzeżenia z sadów, to zdecydowanie mniejszy niż w latach ubiegłych, zwłaszcza z poprzedniego roku, udział jabłek przemysłowych w strukturze zbiorów. Wielu sadowników mówi, że ma 10- 30 % „przemysłu” w porównaniu do zeszłego roku. To niewątpliwie dobrze, bo nasze wieloletnie doświadczenia z przemysłem przetwórczym, świadczą, że z tym towarzystwem nie idzie się dogadać. Jak nawet uda się osiągnąć porozumienie i nawet podpisać jakiś dokument, to z reguły jest to niewiele warte, bo natychmiast ustalenia są łamane. Wyjściem jest nieprodukowanie „przemysłu” na rzecz owoców deserowych. Ten sezon to całkowicie potwierdza. Nasze oskarżenia o „zmowę” znajdują potwierdzenie. Jak bowiem wytłumaczyć fakt, że „przemysłu” jak na lekarstwo, zakłady dzwonią do punktów skupu po towar, dostawy mniejsze niż awizowane wcześniej ilości, a cena ani drgnie. Niemal w całej Polsce poniżej 20 groszy za kilogram. Jeśli nawet któryś z zakładów zdecyduje się podnieść cenę zakupu, to niemal natychmiast jest doprowadzany do „pionu” i zaraz powraca do prawdopodobnie ustalonego poziomu. Jeśli ta sytuacja będzie dalej miała miejsce, to obawiam się ,że będziemy musieli powtórzyć ubiegłoroczne protesty. Przetwórcy nie boją się dziś ani rządu, ani Unii (ta poprzez mierne zainteresowanie polskimi problemami w zasadzie im sprzyja). Boją się tylko protestu, a więc braku surowca, no i ewentualnych pikiet przed bramami zakładów. My natomiast wiemy, że cena 15 groszy za kilogram, to śmiechu warty poziom i w przypadku zagrożenia bytu naszych gospodarstw, a to ma dziś miejsce, nie cofniemy się przed jakąkolwiek formą obrony.
Niewiele lepiej z „deserem”. Eksport stoi, bo rynek rosyjski skutecznie opanowali Mołdawianie ze swoją bardzo tanią produkcją. Do tego dochodzą bariery celne powodujące, że nasze owoce przegrywają konkurencję. Rosja prowadzi własną politykę handlową i w zasadzie wybiera sobie kraje, z których chce kupować. Preferencje celne stosuje dla krajów ze swojej strefy wpływów (Mołdawia), bądź z tych, które chce mieć w swojej strefie (np. Serbia, która skutecznie w tym roku wyeliminowała z rynku naszą śliwkę). Tym, którzy nie chcą z nią współpracować stawia zaporowe warunki. Tym samym uprawia poprzez handel grubszą politykę. Wydaje się, że rynek ten otworzy się na nasze jabłka dopiero w zimę, po pierwszych silnych mrozach lub, co miało zawsze miejsce w latach poprzednich, po 15 stycznia, kiedy zakończą się tamtejsze Święta Bożego Narodzenia.
Europa zachodnia ma jeszcze spore zapasy jabłek z zeszłego sezonu i nie chce za bardzo wpuścić nas na swój rynek. Spożycie krajowe jest na stałym poziomie, co jednak przy braku eksportu powoduje wrażenie, zwłaszcza patrząc przez pryzmat rynków hurtowych, że gwałtownie spadło. Nic podobnego. Wieloletnie analizy pokazują, że niezależnie od ceny, Polacy zjadają co roku mniej więcej tyle samo jabłek i innych owoców.
Ubiegłoroczne wyniki w handlu zagranicznym jabłkami pokazują wyraźnie, że bez eksportu na wschodnie rynki sobie nie poradzimy z zagospodarowaniem dziś już największej w Europie produkcji. Oficjalne dane mówią, że w minionym sezonie sprzedaliśmy tam ponad 800 tys. ton jabłek. Dla niewtajemniczonych to ponad 4 razy więcej niż w najlepszym roku za „komuny”, kiedy to wydawało się nam, że bijemy rekordy, ładując wagony jabłek niemal na każdej nadającej się do tego rampie kolejowej. Gdyby dodać ilości wyeksportowane innymi kanałami, to ilość 1 miliona ton, którą przewidywaliśmy jesienią ubiegłego roku, została wywieziona. Niech to mają na uwadze wszyscy ci, którzy toczą polityczne boje z Rosją. Pamiętać o historii niewątpliwie trzeba, wspominać ważne, często nawet bardzo tragiczne wydarzenia, ale przede wszystkim trzeba patrzeć w przyszłość. Także tę przyszłość gospodarczą.
Podjęliśmy, jako Związek Sadowników RP, inicjatywę wybudowania na terenie powiatu grójeckiego pomnika, zmarłego w roku ubiegłym, Profesora Szczepana Aleksandra Pieniążka. Miejsce bardzo adekwatne, bo to właśnie w tym regionie najlepiej rozwinęła się idea Profesora. Zasług Pana Profesora nie potrzeba chyba nikomu po raz kolejny przypominać. Warto jednak pamiętać, że dzięki rozwojowi sadownictwa wiele tysięcy polskich rodzin niesamowicie cywilizacyjnie awansowało. Niech nikt z nas o tym nie zapomina i niech zasług w tym zakresie nie próbuje przypisać komukolwiek innemu, tym bardziej sobie. Gdyby nie działalność i determinacja Pieniążka nie byłoby tego wszystkiego czym się dziś szczycimy, pięknych sadów, ogromnej produkcji, wspaniałych budynków, dobrych samochodów, wykształconych dzieci itd., itp. Wszystko co było i co jest dobrego w polskim sadownictwie to zasługa Profesora.
Przyszedł czas wyrazić wdzięczność. Pomnik postawiony w jednej z największych gmin sadowniczych, w odwiedzanym przez tutejszych i przyjezdnych miejscu, byłby tego najlepszym wyrazem. Koszt jego budowy w adekwatnej do zasług wersji, to ogromny wydatek. Najczęściej, gdy buduje się pomnik, wydaje się cegiełki, kupony, robi publiczne zbiórki. Nasz Związek postanowił zgromadzić środki finansowe w inny sposób. Uznając, że największy ciężar powinni wziąć na siebie sami sadownicy, zaproponowaliśmy niestandardowe rozwiązanie.
W czasach prosperity naszego sadownictwa, kiedy żył jeszcze Profesor, wielu jego nazwisko utożsamiało z dochodowością branży i myślało, ze to pseudonim. W tamtym okresie sadownictwo rzeczywiście gwarantowało duże pieniądze. Kilka miesięcy temu wpadliśmy na pomysł, że świetnym rozwiązaniem, adekwatnym do zasług Profesora byłoby wydanie tzw. dukata lokalnego, nadając mu właśnie nazwę „Pieniążek”. Zawarliśmy umowę z Mennicą Polską i pomysł stał się faktem. Od kilku dni wszyscy Ci, którzy uznają zasługi Pana Profesora i chcieliby wyrazić mu podziękowanie poprzez wybudowanie pomnika, mogą to zrobić nabywając tę okolicznościową monetę. Jest ona w dwóch wersjach- mosiężnej o nominale „4 Pieniążki”, wartej 4 złote i srebrnej o nominale „80 Pieniążków”, wartej 200 zł. Są one dostępne w bankach spółdzielczych, mających swoje placówki na terenie powiatu grójeckiego. Tak więc każdy, kto dołoży się do budowy pomnika nie tylko wesprze tę szlachetną inicjatywę, ale będzie mógł zachować z tego tytułu niepowtarzalną pamiątkę w postaci monety. Będzie ona, do 1 stycznia 2010 roku, pełniła rolę normalnego środka płatniczego w sklepach, zakładach usługowych, które przystąpią do akcji.
Po kilku dniach trwania akcji jesteśmy bardzo mile, pozytywnie zaskoczeni. Z wielu miejsc Polski docierają do nas zamówienia, nawet na kilkadziesiąt i kilkaset sztuk. Tak więc jest obawa, że nie dla wszystkich chętnych monet wystarczy. Zachęcam więc wszystkich do szybkiego jej nabywania.
Zebrane w ten sposób pieniądze będą stanowiły wkład sadowników w dzieło budowy pomnika. Po brakujące do pełnej realizacji budowy środki, pewnie zwrócimy się do samorządów, instytucji, firm itd. Byłoby dla nas jednak wielkim honorem, jeśli to polscy sadownicy daliby największy wkład finansowy. Myślę, że mimo obecnego wielkiego kryzysu w branży, mamy za co Panu Profesorowi za co podziękować. Zróbmy to kupując okolicznościowego „Pieniążka” i trzymajmy go później w domu w honorowym miejscu.
Miroslaw Maliszewski
Prezes Związku Sadowników RP
Posel na Sejm RP